Gdy myślę o francuskiej restauracji, która jest w środku Nowego Orleanu. Przypominają mi się same dobre wspomnienia. Wiem, że jeśli będę czegoś potrzebował, czy to jedzenia, a nawet miłości rodzinnej to jej drzwi będą zawsze otwarte. Luce zastępuje mi rodzinę. Jak przychodziłem do jego restauracji i on siedział już na schodach. Od razu zaczynał mi opowiadać, jaka to jest ciężka praca właściciela takiego przedsiębiorstwa. Po jego historiach związanych z klientami nabieram większej chęci, aby mieć własną restaurację. Pamiętam jeden urywek rozmowy.
„- Posłuchaj Aleksie. Mieć własną restaurację to nie problem. Trzeba jeszcze mieć siłę, aby ją utrzymać. Pamiętam, gdy zacząłem raczkować w tym biznesie. Pewnego dnia przyszedł młody chłopak, był podobny do Ciebie, ale jednak wygrywał w randze najbardziej tajemniczych ludzi, jakich poznałem. Chciał tylko czarną kawę. Mijały tygodnie, a on wciąż przychodził. Dopiero po czasie dowiedziałem się prawdy. Młody chłopak o naiwnej twarzy tak naprawdę jest ogromnym pionkiem w tej grze. Gra ta może mieć wiele tytułów, ale jednym z nich jest ... - Tu się zatrzymał. Nie chciał mi powiedzieć, co to takiego. Wszystko mówił poważnym głosem. Nigdy nie widziałem go tak poważnego. Po chwili dalej prowadził monolog.
- Jego gra ciągnie się do tej pory i będzie się jeszcze ciągła przez wieki. Czasami tu przychodzi, ale jest już innym człowiekiem. Teraz można mówić do niego Ojciec Chrzestny Nowego orleanu. - Po tym już nic nie dodawał, tylko nagle się uśmiechnął. „Jednak teraz, gdy tak idę samemu ulicą, zauważam wszystko. Nie tylko ulicznych grajków, ale są też ludzie cierpiący oraz zakochane pary kołyszące się w nucie orleańskiej duszy. Rozglądam się po ulicy i widzę coraz nowsze restauracje i hotele. Za rogiem, gdzieś na uboczu stoi mała francuska z duszą restauracja, która zawsze jest dla mnie otwarta. Podchodzę do drzwi, chce je otworzyć, ale uprzedza mnie Lucka. Na jego twarzy widać zmęczenie. Wiele gości twierdzi, że on może mieć zaledwie 30 lat. Prawda jest jednak inna. Mężczyzna jest już grubo po 40. Jego ręce są pełne blizn i odparzeń. Wszystko to jest skutkiem jego ogromnej pracy. Jednak na jego twarzy zawsze pojawia się uśmiech. Spoglądam na niego i widzę, że na ręce trzyma tacę. Na kawałku plastiku stoi misa z zupą i płaski talerz z drugim daniem. Właściciel zawsze potrafi dogodzić mi, co do jedzenia.
- Alex wiedziałem, że przyjdziesz. Przygotowałem Ci na dzisiaj Gumblo oraz Jambalaye -Mówi to z takim ciepłem w głosie. - Oczywiście zrobione z moim wielkim serduszkiem. Specjalnie dla mojego ulubionego klienta.
- Dziękuje Panu. Nie wie Pan, ile to dla mnie znaczy. - na mojej twarzy pojawił się uśmiech, którego od dawna nie można było spotkać.
Siadam w ogrodzie. Mężczyzna klepie tylko mnie po ramieniu i idzie do swoich gości. Mógłbym zjeść posiłek, jak prawdziwa szycha, ale nie chcę. Jeszcze nadejdzie na to czas.
Dni mijają, a ja nadal kręcę się po tych głośnych uliczkach. Co chwilę słychać plotki o szczelaninie, czy o wielkich imprezach. Coraz częściej zastanawiam się nas tym, co zrobić, aby zarobić na siebie. Wielkim krokiem zbliża się zima. W ogrodzie robi się zimno. Gra na gitarze zawsze dobrze mi szło. Trzeba zacząć na tym zarabiać. Przeszukuję ogród i znajduję starą gitarę. Po chwili przypominam sobie, jak się gra. Zamykam oczy i każda włoska melodia, która przychodzi mi do głowy i zaczyna być grana. Oczy mam zamknięte dosłownie 5 minut. Gdy je otwieram, dostaję szoku. Wokół mnie pełno ludzi, którzy wywatują. Obok restauracji roi się od ludzi. Ku zdziwieniu jest pełno starszych osób, które przypominają sobie taniec młodości. Był on tak ognisty, jak ich serca. Wszyscy się bawią, jakby byli na festynie. Nawet mnie zaprasza mała dziewczynka do tańca. Tańczymy przez dłuższą chwilę w ciszy. Godziny mijają, a ludzie tańczą. Gdy już wszyscy się rozchodzą, pozostaje sam na skwerze restauracji. Tak mija kilka dni z mojego życia. Gdy śnieg przykrywa już ulicę. Nie wiem co robić. Zima miała być za miesiąc. Oszukali mnie. Zmarznięty siedzę przy pomniku naprzeciwko restauracji. Lucka wyjechał. Gdy przysypiam, przybiega do mnie mała dziewczynka. Ta sama, która ze mną jeszcze niedawno tańczyła ze mną. Jest młodsza o dwa lub trzy lata. Po chwili milczenia się odzywa.
- A Tobie nie jest tu zimno? Przecież śnieg jest zimny i on niego będziesz chory. W jej głosie słychać smutek i żal.
Lekko się uśmiecham z poirytowaniem, bo wiem, że jest za mała, by zrozumieć.
- No ja tu mieszkam. _ Odpowiadam ze smutkiem w oczach.
-A to poczekaj. Ja zaraz przyjdę.- Mówi to z taką radością w głosie. Nie ma sensu czekać na małą blondyneczkę. Otulam się własną bluzą i znów zamykam oczy.
Całkiem niezłe opowiadanie :) Zapowiada się naprawdę coś fajnego i ciekawego! Zauważyłam kilka literówek, zwracaj na to uwagę bo rzuca się w oczy, no ale każdemu może się to zdarzyć! Trzymam kciuki aby wena Cię nie opuściła, bo czyta się to na prawdę fajnie! Powodzenia. Buziaki :*
OdpowiedzUsuńZapraszam serdecznie do siebie i zostawienia śladu po sobie <3 : http://miloscjestzaprzeczeniemegoizmu.blogspot.com/
Widzę, że kolejna widzi pasję w pisaniu opowiadań. Świetnie! Będę miała więcej czasu to zajrzę! Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)
OdpowiedzUsuńwisienka99.blogspot.com
Super opowiadanko! Fajnie się czyta :) Ja dopiero w tym początkuje, więc jakiejś rady narazie nie dam, dla mnie po prostu super i tyle :D
OdpowiedzUsuńZapraszam! Jakakolwiek rada mile widziana :)
guns-tallica.blogspot.com
Brzmi dobrze, łatwo się utożsamić z bohaterem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;}
Wiesz co, w tej części masz dość sporo literówek... Popraw je, a na prawdę będzie super ;D Pisząc, musisz myśleć o czytelniku - tekst musi byc doszlifowany, a po napisaniu przeczytaj i popraw :)
OdpowiedzUsuńFabuła wciąga! Życzę weny!