poniedziałek, 8 lutego 2016

Rozdział 3

Leżę dalej pod pomnikiem i wzdycham.  Nie było sensu czekać na małą blondyneczkę. Jest dzieckiem, co ona mogła dla mnie zrobić? Leżąc, zastanawiam się, co bym robił teraz, gdyby nie ten nieszczęsny wypadek. Gdy już przysypiam, budzą mnie kroki. Nie chce za bardzo wstawać, ale w duchu coś mi mówi, że mam otworzyć oczy. Otwieram oczy i widzę młodego mężczyznę. Mężczyzna otulony jest kurtką i szalikiem. Spogląda na mnie z taką troską w oczach. Po chwili usłyszałem zachrypnięty głos.
-Młody człowieku słyszałem, że tu pomieszkujesz. Nie możesz przecież mieszkać na ulicy. Pan Lucke powiedział mi, że od dawna tak mieszkasz. -Jego troska w głosie jest zaskakująca.
Chce mu przeszkodzić i powiedzieć coś, ale on jest szybszy ode mnie. Nie powiem, denerwuje mnie to.
-Nie chcesz na parę dni zamieszkać u mnie? Moja córka Lola na pewno będzie szczęśliwa. Ja oczywiście też będę szczęśliwy. Spoglądam na niego i od razu nie wiem, co zrobić. Ktoś obcy, który tak naprawdę mnie nie zna, ale proponuje mi ciepło rodzinne. Nie dowierzam tych słów. Chce powiedzieć, że jest mi tu dobrze i przyzwyczaiłem się, ale nie potrafię kłamać.
-Pewnie jesteś głodny oraz zmęczony. Zapraszam do mnie.
Po chwili wahania wstaje, a mężczyzna od razu otula mnie swoją kurtką. Czuje coś, czego nie czułem od 2 lat. Nie wiem może to była nadzieja, którą czułem po wypadku kiedy powiedzieli mi, że tata jest w ciężkim stanie. Myślałem wtedy, że wyjdzie z tego. Teraz mam nadzieje na nowy początek. Czy słusznie? Sam nie wiem. Idąc w ciszy myślę nadal o tej nieszczęsnej nadziei. Zatrzymujemy się koło czarnego jeepa. Koło samochodu stoi mężczyzna, który ubrany jest bardzo elegancko. Nie wpadłbym, że on jest tylko kierowcą. Pan w garniturze otwiera mi właśnie drzwi. Mój wybawca usiadł z przodu, a ja siadam koło śpiącej małej blondyneczki, która uratowała mi życie. Przez chwile chce mi się płakać nie ze smutku, ale ze szczęścia, bo ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Jedziemy cały czas w ciszy, ja spoglądam na mojego anioła, który jest schowany w małym ciele. To wlasnie jemu jestem dłużny do końca swoich dni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz