czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 2


Gdy myślę o francuskiej restauracji, która jest w środku Nowego Orleanu. Przypominają mi się same dobre wspomnienia. Wiem, że jeśli będę czegoś potrzebował, czy to jedzenia, a nawet miłości rodzinnej to jej drzwi będą zawsze otwarte. Luce zastępuje mi rodzinę. Jak przychodziłem do jego restauracji i on siedział już na schodach. Od razu zaczynał mi opowiadać, jaka to jest ciężka praca właściciela takiego przedsiębiorstwa. Po jego historiach związanych z klientami nabieram większej chęci, aby mieć własną restaurację. Pamiętam jeden urywek rozmowy.

„- Posłuchaj Aleksie. Mieć własną restaurację to nie problem. Trzeba jeszcze mieć siłę, aby ją utrzymać. Pamiętam, gdy zacząłem raczkować w tym biznesie. Pewnego dnia przyszedł młody chłopak, był podobny do Ciebie, ale jednak wygrywał w randze najbardziej tajemniczych ludzi, jakich poznałem. Chciał tylko czarną kawę. Mijały tygodnie, a on wciąż przychodził. Dopiero po czasie dowiedziałem się prawdy. Młody chłopak o naiwnej twarzy tak naprawdę jest ogromnym pionkiem w tej grze. Gra ta może mieć wiele tytułów, ale jednym z nich jest ... - Tu się zatrzymał. Nie chciał mi powiedzieć, co to takiego. Wszystko mówił poważnym głosem. Nigdy nie widziałem go tak poważnego. Po chwili dalej prowadził monolog.
- Jego gra ciągnie się do tej pory i będzie się jeszcze ciągła przez wieki. Czasami tu przychodzi, ale jest już innym człowiekiem. Teraz można mówić do niego Ojciec Chrzestny Nowego orleanu. - Po tym już nic nie dodawał, tylko nagle się uśmiechnął. „Jednak teraz, gdy tak idę samemu ulicą, zauważam wszystko. Nie tylko ulicznych grajków, ale są też ludzie cierpiący oraz zakochane pary kołyszące się w nucie orleańskiej duszy. Rozglądam się po ulicy i widzę coraz nowsze restauracje i hotele. Za rogiem, gdzieś na uboczu stoi mała francuska z duszą restauracja, która zawsze jest dla mnie otwarta. Podchodzę do drzwi, chce je otworzyć, ale uprzedza mnie Lucka. Na jego twarzy widać zmęczenie. Wiele gości twierdzi, że on może mieć zaledwie 30 lat. Prawda jest jednak inna. Mężczyzna jest już grubo po 40. Jego ręce są pełne blizn i odparzeń. Wszystko to jest skutkiem jego ogromnej pracy. Jednak na jego twarzy zawsze pojawia się uśmiech. Spoglądam na niego i widzę, że na ręce trzyma tacę. Na kawałku plastiku stoi misa z zupą i płaski talerz z drugim daniem. Właściciel zawsze potrafi dogodzić mi, co do jedzenia.
- Alex wiedziałem, że przyjdziesz. Przygotowałem Ci na dzisiaj Gumblo oraz Jambalaye -Mówi to z takim ciepłem w głosie. - Oczywiście zrobione z moim wielkim serduszkiem. Specjalnie dla mojego ulubionego klienta.
- Dziękuje Panu. Nie wie Pan, ile to dla mnie znaczy. - na mojej twarzy pojawił się uśmiech, którego od dawna nie można było spotkać.
Siadam w ogrodzie. Mężczyzna klepie tylko mnie po ramieniu i idzie do swoich gości. Mógłbym zjeść posiłek, jak prawdziwa szycha, ale nie chcę. Jeszcze nadejdzie na to czas.
Dni mijają, a ja nadal kręcę się po tych głośnych uliczkach. Co chwilę słychać plotki o szczelaninie, czy o wielkich imprezach. Coraz częściej zastanawiam się nas tym, co zrobić, aby zarobić na siebie. Wielkim krokiem zbliża się zima. W ogrodzie robi się zimno. Gra na gitarze zawsze dobrze mi szło. Trzeba zacząć na tym zarabiać. Przeszukuję ogród i znajduję starą gitarę. Po chwili przypominam sobie, jak się gra. Zamykam oczy i każda włoska melodia, która przychodzi mi do głowy i zaczyna być grana. Oczy mam zamknięte dosłownie 5 minut. Gdy je otwieram, dostaję szoku. Wokół mnie pełno ludzi, którzy wywatują. Obok restauracji roi się od ludzi. Ku zdziwieniu jest pełno starszych osób, które przypominają sobie taniec młodości. Był on tak ognisty, jak ich serca. Wszyscy się bawią, jakby byli na festynie. Nawet mnie zaprasza mała dziewczynka do tańca. Tańczymy przez dłuższą chwilę w ciszy. Godziny mijają, a ludzie tańczą. Gdy już wszyscy się rozchodzą, pozostaje sam na skwerze restauracji. Tak mija kilka dni z mojego życia. Gdy śnieg przykrywa już ulicę. Nie wiem co robić. Zima miała być za miesiąc. Oszukali mnie. Zmarznięty siedzę przy pomniku naprzeciwko restauracji. Lucka wyjechał. Gdy przysypiam, przybiega do mnie mała dziewczynka. Ta sama, która ze mną jeszcze niedawno tańczyła ze mną. Jest młodsza o dwa lub trzy lata. Po chwili milczenia się odzywa.
- A Tobie nie jest tu zimno? Przecież śnieg jest zimny i on niego będziesz chory. W jej głosie słychać smutek i żal.
Lekko się uśmiecham z poirytowaniem, bo wiem, że jest za mała, by zrozumieć.
- No ja tu mieszkam. _ Odpowiadam ze smutkiem w oczach.
-A to poczekaj. Ja zaraz przyjdę.- Mówi to z taką radością w głosie. Nie ma sensu czekać na małą blondyneczkę. Otulam się własną bluzą i znów zamykam oczy.

sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział Pierwszy


Rok mija, tamten rok miał być moim. A w tym mieście jestem anonimem. Miałem robić wielkie rzeczy, a zostały przy mnie tylko wspomnienia. Wspomnienia o cieple rodzinnym. Nie wiem już, co jest prawdą, a co wybrykiem mojej wyobraźni. Nie zamykam powiek, bo wtedy myślę, a gdy to robię, skradają się do mnie wspomnienia. Czuję się jakbym był młodym starcem, który ma bagaż doświadczeń. Przecież mam dopiero 10 lat. Nieszczęsne wspomnienia stają się morzem doświadczeń. Siedzę na zimnej szmacie w ogrodzie. Nie śpię trzy noce z rzędu i nie jest tak, że myślę o Tobie, ty nieszczęsna Pani przeszłość. Jedyna myśl na tę chwilę, która mi przychodzi to „Wynieść się tego szarego miejsca.". Boże, dlaczego mi to robisz? Ponoć każdy jest inny, a zarazem taki sam. Jedni zapisują swoje wspomnienia na ciele, a ja mam napisane wszystko w swych oczach. Te całe cierpienie i ból towarzyszący mi już od 2 lat. Przypominam sobie całą udrękę, która mi towarzyszyła przez ten czas. Widzę tylko wyrywanie mnie z rąk matki. Później zabieranie z Domu Dziecka do rodzin, które miały mnie pokochać, jednak każda się mną nudziła i oddawała mnie znów, jak nie chcianą zabawkę, jak psa do schroniska przed wakacjami, bo nie wiedzą, co mają z nim zrobić. Po 3 takich „wybrykach” już się przyzwyczaiłem. Jednak po 10 razie musiałem uciec. Wolę brudną szmatę w dżungli niż odrzucenie. Pomału przyzwyczajam się do tej pieprzonej samotności. Czasami zastanawiam się, że lepiej jakby mnie nie było. Siedzę w ogrodzie i zauważam, że robi się już szaro i ponuro, jak w moim młodym serduszku, które powinno dopiero rozkwitać. Ludzie znikają gdzieś za rogami budynków, chowają się przed burzą. Co ja mam poradzić? Gdzie mam się podziać? Po chwili widzę, że nie jestem sam w tej dżungli. Rozglądam się. Furtka od ogrodu jest otwarta. Podchodzi do mnie policjant, który troskliwie spogląda na mnie. Czuje, jakby on wiedział o całej mojej historii. Oczywiście! On to widzi w moich oczach.
- Chłopcze, czemu tu sam siedzisz? Przecież zaraz deszcz będzie padał. Zmykaj do domu. - Troskliwym głosem mówi do mnie policjant.
Coś mnie łapie za serce. To chyba jest żal. Tak to jest żal. Chce odpowiedzieć temu miłemu Panu, że to jest mój dom, ale pewnie zaraz wróciłbym do Domu Dziecka i wszystko działoby się od nowa. Biorę się w garść, patrze mu w oczy i odpowiadam.
- Dobrze proszę Pana, już idę. Pewnie moja mama już zrobiła mi pyszną kolację. - Ze smutkiem odpowiadam.
Mężczyzna się uśmiecha i idzie dalej. Rozglądam się, czy na pewno poszedł i szybkim krokiem kieruję się do altanki. Jest to jedyne miejscem z dachem. Głodny i zmęczony próbuję zasnąć, ale czuwam jak zając. Znowu słyszę szmery i nie mogę zasnąć. Ta altanka to ostatnie miejsce, gdzie mogę poczuć się, jak w domu. Gdy jeszcze rodzice żyli zawsze tu spędzaliśmy popołudnia i bawiliśmy się razem. Teraz pozostały mi tylko ich zdjęcia.
_______________
Zapraszam do komentowania :)

Prolog


20 czerwca 1991r. Nowy Orlean
Jeśli tu jesteś i przeczytałeś tą datę i miejsce to zostań tu.
Proszę zostań
Opowiem Ci moimi oczami historię życia, które ma wiele kolorów.
Rok temu leżałem jeszcze w szpitalu pytając cały czas pielęgniarek, sprzątaczek, czy też przypadkowych ludzi, gdzie są moi rodzice.
Nikt jednak nic nie chciał mi powiedzieć ...
Każdy twierdził, że nic nie wie.
Teraz siedzę w opuszczonym ogrodzie, gdzie wszystko przypomina dżunglę. Czuje się samotnie siedząc na skrawku brudnej szmacie. Jak pójdę gdzieś indziej to mnie znajdą i znowu mnie dadzą do tego pokoju, gdzie wszyscy będą się znęcać nade mną tymi pytaniami. Słysząc każdy cichy szmer, czy też krok budzi we mnie niepokój.

Opis

A na imię mi Aleksander - jest to historia młodego mężczyzny, który od początku będzie miał pod górę. Śmierć rodziców, czy też przymusowe bycie w nowo orleandzkim domu dziecka.  Jego duma nie pozwala mu zostać w tym ośrodku i ucieka. Nie myśli o tym, co ma być. Myśli teraźniejszością. Jednak, gdy już jest na wykończeniu i myśli, ze to jest jego koniec trafia na niego dziewczynka, która daje mu swoją pomoc. Jej ojciec ma już plany wobec niego. Czy to właśnie On zostanie spadkobiercą ogromnego imperium Tom'a, czy może chłopak będzie pionkiem w tej mafijnej grze. Może odegra większą rolę. Czy też dziewczyna zmieni swój tor życia? wszystko się okaże z biegiem czasu.