sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział Pierwszy


Rok mija, tamten rok miał być moim. A w tym mieście jestem anonimem. Miałem robić wielkie rzeczy, a zostały przy mnie tylko wspomnienia. Wspomnienia o cieple rodzinnym. Nie wiem już, co jest prawdą, a co wybrykiem mojej wyobraźni. Nie zamykam powiek, bo wtedy myślę, a gdy to robię, skradają się do mnie wspomnienia. Czuję się jakbym był młodym starcem, który ma bagaż doświadczeń. Przecież mam dopiero 10 lat. Nieszczęsne wspomnienia stają się morzem doświadczeń. Siedzę na zimnej szmacie w ogrodzie. Nie śpię trzy noce z rzędu i nie jest tak, że myślę o Tobie, ty nieszczęsna Pani przeszłość. Jedyna myśl na tę chwilę, która mi przychodzi to „Wynieść się tego szarego miejsca.". Boże, dlaczego mi to robisz? Ponoć każdy jest inny, a zarazem taki sam. Jedni zapisują swoje wspomnienia na ciele, a ja mam napisane wszystko w swych oczach. Te całe cierpienie i ból towarzyszący mi już od 2 lat. Przypominam sobie całą udrękę, która mi towarzyszyła przez ten czas. Widzę tylko wyrywanie mnie z rąk matki. Później zabieranie z Domu Dziecka do rodzin, które miały mnie pokochać, jednak każda się mną nudziła i oddawała mnie znów, jak nie chcianą zabawkę, jak psa do schroniska przed wakacjami, bo nie wiedzą, co mają z nim zrobić. Po 3 takich „wybrykach” już się przyzwyczaiłem. Jednak po 10 razie musiałem uciec. Wolę brudną szmatę w dżungli niż odrzucenie. Pomału przyzwyczajam się do tej pieprzonej samotności. Czasami zastanawiam się, że lepiej jakby mnie nie było. Siedzę w ogrodzie i zauważam, że robi się już szaro i ponuro, jak w moim młodym serduszku, które powinno dopiero rozkwitać. Ludzie znikają gdzieś za rogami budynków, chowają się przed burzą. Co ja mam poradzić? Gdzie mam się podziać? Po chwili widzę, że nie jestem sam w tej dżungli. Rozglądam się. Furtka od ogrodu jest otwarta. Podchodzi do mnie policjant, który troskliwie spogląda na mnie. Czuje, jakby on wiedział o całej mojej historii. Oczywiście! On to widzi w moich oczach.
- Chłopcze, czemu tu sam siedzisz? Przecież zaraz deszcz będzie padał. Zmykaj do domu. - Troskliwym głosem mówi do mnie policjant.
Coś mnie łapie za serce. To chyba jest żal. Tak to jest żal. Chce odpowiedzieć temu miłemu Panu, że to jest mój dom, ale pewnie zaraz wróciłbym do Domu Dziecka i wszystko działoby się od nowa. Biorę się w garść, patrze mu w oczy i odpowiadam.
- Dobrze proszę Pana, już idę. Pewnie moja mama już zrobiła mi pyszną kolację. - Ze smutkiem odpowiadam.
Mężczyzna się uśmiecha i idzie dalej. Rozglądam się, czy na pewno poszedł i szybkim krokiem kieruję się do altanki. Jest to jedyne miejscem z dachem. Głodny i zmęczony próbuję zasnąć, ale czuwam jak zając. Znowu słyszę szmery i nie mogę zasnąć. Ta altanka to ostatnie miejsce, gdzie mogę poczuć się, jak w domu. Gdy jeszcze rodzice żyli zawsze tu spędzaliśmy popołudnia i bawiliśmy się razem. Teraz pozostały mi tylko ich zdjęcia.
_______________
Zapraszam do komentowania :)

4 komentarze:

  1. Brzmi dobrze :D czekam na następne części ;D
    PS. Szczerze gratuluję pomysłu^^
    Brzmi na w skroś głęboko, można również odczuć pewien melancholijny akcent.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się obiecująco :) Pochwalam wybór narracji pierwszoosobowej, wzmacnia ów "melancholijny akcent", o którym była już mowa. Widać, że przywiązałaś do niego wagę, stąd przeżycia Twojego bohatera wypadają naprawdę wiarygodnie i przejmująco. Przypadły mi do gustu porównania. Czepiłabym się powtórzeń i paru gorzej skonstruowanych zdań, lecz to jedynie kwestia kosmetycznych poprawek. Tyle w ramach opinii od koleżanki po fachu ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie, że zaczęłas pisać opowiadanie :)
    To bardzo rozwija literacki warsztat i uczy wytrwałości, by taka historie nie tylko rozpocząc, ale i zakończyc :)
    Życzę Ci powodzenia po raz kolejny :D

    OdpowiedzUsuń